Wstęp

W ciągu ostatnich lat środowisko lekarskie regularnie poruszało w debacie publicznej temat sposobu organizacji państwowych egzaminów specjalistycznych oraz Lekarskich Egzaminów Końcowych. Liczba osób, które nie zdawały egzaminów przy pierwszym podejściu, była w niektórych sesjach bardzo wysoka. Miało to miejsce na przykład w przypadku takich specjalizacji, jak np. anestezjologia czy kardiologia. Ten problem jednak nie był aż tak dotkliwy, gdyż ostateczne wskaźniki zdawalności PES wyniosły w latach 2009-2018 95.09%, a w przypadku LEK-u było to 99,5%. Co zatem wywoływało aż tyle emocji?

Głównym problemem, jaki zgłaszały osoby zdające egzaminy medyczne, była jakość układanych pytań. Myśląc o jakości, chodzi tutaj zwłaszcza o poziom szczegółowości pytań oraz zasadność sprawdzania wiedzy z pewnych tematów nieodzwierciedlających zakresu kształcenia podczas specjalizacji czy studiów. Do tego wszystkiego pytania wraz z prawidłowymi odpowiedziami były publikowane dopiero 5 lat po egzaminie.
Istniał zatem rozdźwięk. Inna wiedza w pracy, a inna na egzaminach, w dodatku wszechobecne, sprzeczne względem siebie informacje w materiałach do nauki. Problem ten był dla środowiska na tyle dotkliwy, że od wielu lat grupy lekarskie wywierały presję na rząd, aby wprowadzić stosowne zmiany w Ustawie o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. Sam nie tylko obserwowałem te działania, ale również uczestniczyłem w przemarszach lekarzy organizowanych w ciągu ostatnich lat na ulicach Warszawy.

Nowelizacja Ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz niektórych innych ustaw dotyczy bardzo wielu zagadnień – od sposobu organizacji egzaminów, poprzez staże lekarskie aż do wprowadzenia nowych egzaminów czy mechanizmów nostryfikacji dyplomów. W tym wpisie skupię się jednak na analizie dwóch, moim zdaniem kluczowych, zmian, które dotyczą wielu przyszłych adeptów sztuki lekarskiej.

Pierwsza z nich powoduje, że 70% pytań na egzaminach PES, LEK i LDEK ma pochodzić bezpośrednio z publicznej bazy, którą udostępnia Centrum Egzaminów Medycznych – organizator wspomnianych wyżej egzaminów.

Druga jest bezpośrednio połączona z organizacją LEK i LDEK i dotyczy sposobu przeprowadzania naboru na specjalizacje. Ustawa wprowadza w tym względzie zmianę: do tej pory listy naboru były rozpatrywane na poziomie województw, teraz będzie się to odbywało na poziomie ogólnopolskim. 

Te dwie zmiany, w szczególności w połączeniu, w znacznym stopniu wpływają na życie studentów oraz młodych lekarzy w naszym kraju. Według mnie mają one jednak szersze znaczenie i wpływają na życie każdego z nas. Powód jest prosty – każdy z nas prawdopodobnie kiedyś zostanie pacjentem.

Jako że ta analiza i ten wpis jest moją subiektywną opinią, zacznę od powiedzenia wprost. Stało się coś, w co nie wierzyłem, że się stanie. Zarówno w pierwszej reakcji, jak i teraz po szczegółowej analizie jestem przekonany, że ustanowienie publicznej bazy pytań nie rozwiązuje problemu jakości pytań pojawiających się na egzaminach.
Uważam tak przede wszystkim dlatego, że te zapisy nie rozwiązują kluczowych problemów, dla których powstały. Czuję, że rana, którą próbowaliśmy zbadać, a następnie zszyć, otrzymała po prostu krzywo przyklejony w pośpiechu plaster. W dodatku plaster niskiej jakości. Nie wiadomo, czy rana w ogóle się zagoi, a jeśli nawet, to blizna będzie paskudna.

Jestem w pełni przekonany, że wiele z rzeczy, które opiszę w tym wpisie, wzbudzi kontrowersje. Taki też jest cel tego wpisu. Ma on nas stymulować do dyskusji na ważne tematy. Dlatego, drogi Czytelniku, szczerze zachęcam Cię do dialogu, czy tutaj na blogu, czy też bezpośrednio pod postem na Facebooku. Mam wielką nadzieję, że niezależnie od tego, jakie stanowisko każdy z nas reprezentuje, uda nam się wszystkim czegoś nauczyć dzięki tej dyskusji i wyciągnąć wnioski, które pozwolą nam być lepszymi lekarzami.

Miłej lektury!

 

70% pytań z bazy. Próg zdania – 56%. Co takiego?

Gdy osoby niezainteresowane bezpośrednio tematem dowiadują się o tym, że egzaminy lekarskie będą organizowane przy wykorzystaniu publicznej bazy pytań, reagują w większości szokiem. Mówią: „Ale naprawdę? Ale jak? Czemu?”.
Z moich doświadczeń wynika, że to częsta reakcja. W tej reakcji jest ukryta pewna bardzo uzasadniona wątpliwość. Co taki test sprawdza? Czy w odpowiedni sposób sprawdza wiedzę lekarza?

Wyobraźmy sobie sytuację, w której jutro rano dowiadujemy się, że egzaminy maturalne będą organizowane z dostępnej bazy pytań opublikowanej przed egzaminem. Jak myślisz, jak zareagowałoby społeczeństwo?


Wynik egzaminów LEK czy LDEK decyduje o możliwości wyboru dalszej specjalizacji. Z tego względu wewnętrzna motywacja do nauki zdających jest na tyle wysoka, że będą oni uczyć się nie tylko z bazy. W przypadku egzaminów PES oznacza to, że większość osób do pisemnej części uczyć się będzie tylko z bazy pytań. Bo też nie ma żadnego zysku z jak najwyższego poziomu zdania egzaminu. Wystarczy nauczyć się odpowiedzi na pamięć i zdać pisemną część egzaminu na wymagane minimum, co staje się wtedy administracyjnym rytuałem.

W tym miejscu pewnie wiele osób powie: „Ale przecież w innych krajach są bazy pytań albo w ogóle nie ma egzaminów i jakoś to wszystko działa”. No właśnie, „jakoś”, wszyscy mówią „jakoś”, bo nie wiedzą, jak działa, ponieważ tego nie sprawdzili. Magiczny argument: „na zachodzie jest X, więc X jest lepsze od Y” świadczyć może jedynie o tym, że niewiele osób jest zorientowanych w tym, jakie systemy kształcenia są stosowane w innych krajach oraz jakie efekty osiągają.

Po pierwsze, czy są w innych krajach egzaminy organizowane w postaci testów z publicznej bazy? Często słyszę w debacie, że tak jest. Sam nie doszukałem się potwierdzenia takiego stwierdzenia. Przeszukałem sporo źródeł w internecie i konsultowałem tę kwestię z byłym dyrektorem CEM, prof. Mariuszem Klenckim. On również nie zna kraju, w którym egzamin lekarski na koniec studiów byłby organizowany w taki sposób.

Mało kto wie, że w większości przypadków są to testy wielokrotnego wyboru i w większości nie są organizowane z ogólnodostępnych baz. Często też same testy są jedynie wstępem do egzaminów ustnych lub praktycznych, na których trzeba wykazać się wiedzą i umiejętnościami. Aktualna ustawa w przypadku egzaminu LEK czy LDEK takowych nie przewiduje, za to przewiduje egzaminy ustne w przypadku egzaminów PES. Warto zapoznać się z przeglądem takich egzaminów licencyjnych, dostępnych na przykład pod tym linkiem, aby przekonać się, jak niepoważny jest aktualnie zaproponowany w Polsce system weryfikacji wiedzy lekarzy na tle wielu innych krajów.

Po drugie, nie każdy przykład wart jest naśladowania. Trzeba zadać sobie pytanie, dlaczego  ktoś działa w określony sposób i czy ten sposób działa, jaki jest szerszy kontekst pewnych decyzji metodycznych wprowadzanych w danym kraju i jaka jakość opieki zdrowotnej jest tam dostarczana. Osobiście zajmuję się tematem zawodowo kilka lat i nie znalazłem dowodów na to, aby tak organizowane egzaminy działały lepiej i co ważniejsze, nie znalazłem potwierdzenia tego, że w innym kraju egzamin lekarski na koniec studiów jest przeprowadzany z dostępnej publicznej bazy pytań.
Zresztą jeśli osoba o największej wiedzy merytorycznej w tej kwestii, dyrektor CEM, po piastowaniu stanowiska przez wiele lat rezygnuje z niego na 3 dni po przegłosowaniu ustawy, to myślę, że może w tym coś jednak być. Coś niepokojącego. Profesor Mariusz Klencki w rozmowie ze mną na ten temat potwierdził, że była to jedna z ważnych przyczyn jego rezygnacji.

Na temat skutków nauki z bazy pytań nie będę dalej rozpisywać się w tym artykule, gdyż jeszcze kilka lat temu poczyniłem inny tekst „Pokolenie bazy pytań”, który opisuje skutki prowadzenia całości ewaluacji kształcenia w postaci baz pytań. W szczególności przy założeniu, że pytania są dostępne przed egzaminem. Ten problem, obecny również na uniwersytetach medycznych w Polsce, był jednym z powodów założenia projektu Więcej niż LEK, o czym będę jeszcze pisać później. Niemniej zachęcam do lektury. A jeśli wolicie krótkie podsumowanie, to powiem, że osobiście uważam, iż aktualny zapis doprowadzi do drastycznego obniżenia jakości kształcenia i jakości świadczonej opieki medycznej ze względu na znaczne obniżenie poziomu trudności zdania egzaminu. A będąc bardziej precyzyjnym, u tak egzaminowanych osób będzie sukcesywnie wzrastać nieuświadomiona niewiedza.

A jeśli ktokolwiek ma wątpliwości w tej kwestii, to warto zadać sobie pytanie, czy jeśli egzamin lekarski uprawniający do otrzymania prawa wykonywania zawodu będą mogły zdać osoby, które po prostu nauczą się na pamięć odpowiedzi (bo przecież ambitna osoba odpowiedzi na blachę się nauczy, nawet bez zrozumienia), to jak świadczy to o tym egzaminie i sposobie, w jaki sprawdza wiedzę?

70% punktów na egzaminach za friko. Ale czy aby na pewno?

Gdy rozmawiam ze studentami, to często obserwuję przeświadczenie, że skoro pytania będą znane, to czas nauki drastycznie się zmniejszy albo, co lepsze, że 140 punktów na egzaminie wszyscy mają dosłownie „z bazy”. Takie nastawienie wynika z doświadczeń ze studiów, gdzie również bardzo często egzaminy „wchodzą”. Mówię o sytuacji, gdy nowy egzamin okazuje się być starym egzaminem, nawet w 100%. Tradycyjnie odbywa się to tak, że studenci przekazują wiedzę dalej młodszym rocznikom na temat tego, jaka jest szansa, że któryś z egzaminów „wejdzie” i „efektywna nauka” zatacza koło. Czasami wręcz starsze roczniki przygotowują bazę pytań i na gotowo przekazują ją młodszym rocznikom. Zaś gdy raz na kilka lat pojawi się nowy egzamin, to nagle połowa rocznika (lub więcej) nie zdaje.

Doświadczenia z tego, jak studenci uczą się z baz na studiach, nie można jednak przełożyć 1:1 na LEK czy LDEK. Wynika to z dwóch prostych faktów – pula pytań jest zdecydowanie większa, a zakres materiału zdecydowanie bardziej zdywersyfikowany. To nie tylko wpływa na wzrost szansy popełnienia błędu, ale przede wszystkim na czas nauki, jaki trzeba przeznaczyć, aby opanować pytania. Gdy uczymy się do egzaminu, na przykład z pediatrii na 5. lub 6. roku studiów, to w bazie jest np. 500-1000 pytań. Taka ich liczba może być przerobiona i zapamiętana w ciągu 1-2 tygodni, a jak ktoś jest sprawny, to nawet w kilka dni przed egzaminem. Niestety, gdy pytań jest więcej, a ich liczba wynosi kilka tysięcy, to ich przerobienie zaczyna zajmować więcej czasu, a poziom ich zapamiętania spada. To powoduje, że w toku realizacji bazy pytań zapominamy prawidłowe odpowiedzi do pytań, które robiliśmy tygodnie temu. Do tego dochodzi zróżnicowany zakres materiału oraz indywidualne dyspozycje czasowe. W takiej sytuacji może okazać się, że nie jest to wcale takie oczywiste, że 70% będziemy mieli za friko. Aby zdobyć te punkty, potrzeba znacznego wysiłku, w szczególności jeśli ktoś ma mało czasu na naukę i przez to musi rozłożyć ją na tygodnie lub miesiące. Analizowałem niedawno ten aspekt nauki na portalu Więcej niż LEK. Okazuje się, że ilość czasu, jaką kursanci spędzają w bazie pytań, to dziesiątki, a wcale nie tak rzadko – setki godzin. A przecież do tej pory pytania nie „wchodziły” ot tak.

W takiej sytuacji pojawia się pytanie – jak zapamiętać odpowiedź? Nauczyć się i wkuć ją na blachę, czy też po prostu zrozumieć zagadnienie? Będą to dylematy, których doświadczy każda osoba, która ma egzaminy przed sobą. W szczególności osoby podchodzące do LEK i LDEK, gdyż wynik tych egzaminów przekłada się na ważne, z życiowego punktu widzenia, możliwości. Zatem zmieni się nauka do egzaminów końcowych. Poza nauczeniem się samej wiedzy będzie dodatkowo wymagać nauczenia się bazy pytań, gdyż sama baza pytań albo sama wiedza mogą nie wystarczyć. Nie mówię tutaj o zdaniu egzaminu, gdyż z tym nie było problemów również przy starej formie egzaminów. Mówię o problemie z dostaniem się na specjalizację. Te dwa nakładające się na siebie warunki spowodują, że czasu na naukę trzeba będzie poświęcić jeszcze więcej niż dotychczas. Dlaczego? Z powodu rywalizacji. W końcu wszyscy piszą ten sam egzamin i nie tylko „ja” mam pytania „z bazy”, zatem potencjalnie każdy może mnie relatywnie łatwo wyprzedzić.

Nowa odsłona wyścigu o specjalizacje

Ustawa wprowadza bardzo ważną zmianę w trybie naboru na specjalizację. Osobiście oceniam ją jako krok w bardzo dobrym kierunku. Chodzi oczywiście o już wcześniej wspomniany ogólnopolski nabór na specjalizacje lekarskie. Ten zapis rzeczywiście rozwiązuje problemy, które ma rozwiązywać. Do tej pory nabór wiązał się z koniecznością podejmowania bardzo trudnych wyborów, gdyż był prowadzony w ramach województw. Składać wniosek można było tylko do jednego województwa, co w przypadku niektórych specjalizacji było bardzo problematyczne. To też w ogóle znacznie ograniczało możliwość dostania się na pewne specjalizacje, bo w danym województwie nie przewidziano miejsc na przykład na okulistykę, którą akurat w tym roku można rozpocząć tylko w Lublinie.

Ta zmiana ma jednak również nieoczekiwany przez wiele osób skutek. Wyobraź sobie, że marzysz o dostaniu się na kardiologię. Problem w tym, że ze względu na ogólnopolską pulę miejsc, na Twoją wymarzoną specjalizację w konkretnym szpitalu kandyduje dodatkowo 15 innych osób. Ponadto ustawa daje możliwość rezygnacji z miejsca, na które się dostaniemy, co blokuje możliwość przejęcia tego miejsca przez kolejną osobę na kolejne 3 miesiące, co z kolei może uwolnić miejsce dopiero na kolejną rekrutację. A każda osoba może złożyć wnioski do aż 15 różnych miejsc. Całościowo powoduje to sytuację, w której rywalizacja mocno wzrośnie.

Ze względu na fakt, iż nakłada się na ten efekt opisana wcześniej baza pytań, łącznie spowoduje to mocne zagęszczenie wyników osób zdających. Wcześniej wystarczyło napisać na 70%, aby dostać się w pewne miejsce, teraz będzie konieczny znacznie wyższy wynik. O ile? Tego na ten moment nie wiadomo. Dopiero pierwsze sesje egzaminacyjne w roku 2021 pozwolą nam odpowiedzieć na to pytanie. 

„Punktowa inflacja” – czy będzie trudniej, czy łatwiej zdobyć punkty?

Wartość jednego punktu zdobytego na egzaminie będzie w mniejszym stopniu przekładać się na szansę dostania się na wymarzoną specjalizację, gdyż średni wynik wzrośnie. Z drugiej strony publiczna baza pytań powinna w teorii ułatwić zdobycie punktów. Jednak warto zastanowić się nad tym, jak będą dokładnie wyglądać nowe pytania. Ostatecznie co trzecie pytanie, jakie będziemy rozwiązywać, będzie pytaniem całkowicie nowym. I też to te pytania będą w największym stopniu decydować o wyniku, bo również one będą sprawdzać wiedzę, a nie tylko fakt przerobienia bazy pytań. Zatem będą one miały większą wartość dywersyfikującą poziom wiedzy osób zdających.

Na ten moment wiemy, jak wyglądają pytania, wiemy również, że CEM nie podało prawidłowych odpowiedzi do pytań. Nie wiemy natomiast, jak będzie wyglądać pozostałe 30% pytań. Może ze względu na to, że 70% pytań jest znanych przed egzaminem, to te pozostałe 30% będzie zdecydowanie trudniejsze? Ostatecznie celem tych egzaminów jest dywersyfikacja grupy zdających pod kątem ich wiedzy, dzięki czemu bardziej precyzyjnie możemy określić, kto otrzyma dane miejsce specjalizacyjne. Kiedyś ten cel realizowało 200 pytań, teraz będzie ich 60. Można z tego wyciągnąć wniosek, że będziemy mieli mniej okazji na to, aby się rzeczywiście wykazać, w szczególności gdy pomyślimy o tym z perspektywy wszystkich osób zdających egzamin. Nauka zatem będzie bardziej wymagająca, a każdy zdobyty punkt powyżej 70% będzie kosztował nas więcej czasu niż dotychczas.

Można oczywiście założyć, że przecież wynik 70% wystarczy. Pytanie tylko: wystarczy do czego? Już wcześniej ze zdaniem egzaminów nie było problemu. Trwała zdawalność tych egzaminów wyniosła w ostatnich latach 99,0%. Wiele osób może myśleć, że te egzaminy są trudne, bo zdarzały się sesje, gdzie 20-30% osób nie zdało. Taka statystyka zaburza nam prawdziwy obraz, gdyż te pojedyncze wyniki niezdawalności konkretnych sesji wynikają z faktu, iż wiele osób podchodzi do egzaminu po raz pierwszy, często bez przygotowania, tak po prostu, aby zobaczyć jak to będzie. Ale ostatecznie przygotowują się, i w drugim lub trzecim podejściu egzamin ostatecznie zaliczają. Do tego wszystkiego w ciągu najbliższych lat rok w rok będzie zwiększać się liczba osób, które kończą studia, zaś liczba miejsc specjalizacyjnych nie rośnie.

Teraz pojawi się nowy problem. Wyniki będą zawyżone i zagęszczone, zatem wynik na poziomie 70% może okazać się wynikiem bardzo słabym na tle grupy zdających. Oczywiście dowiemy się tego dopiero w 2021 roku. Może okazać się przecież, że pomimo wprowadzenia bazy pytań nadal pewna grupa osób będzie podchodzić do egzaminu ot tak, dla sprawdzenia siebie, bez przygotowania i odsetki osób niezdających egzaminu wcale nie będą mniejsze. Jest to moim zdaniem wysoce prawdopodobne.

Dlaczego baza pytań jest tak pożądana?

Gdy człowiek myśli o tym wszystkim, co napisałem powyżej, to pojawia się pytanie: w takim razie dlaczego ta publiczna baza była tak pożądana przez część środowiska lekarskiego?

Przede wszystkim od początku nie była pożądana przez całe środowisko. Gdy zajrzymy do dokumentu zbierającego konsultację i opinię na temat projektu ustawy, to okaże się, że zdecydowana większość osób konsultujących projekt ustawy była przeciwko zapisowi o bazie pytań albo dopuszczała ją tylko w proporcjach 50/50 – tak, aby sam fakt realizacji bazy nie umożliwiał zdania egzaminu.

Pomysł ten, jak wspomniałem krótko na początku tego wpisu, zrodził się z powodu skumulowanej frustracji wielu osób podchodzących do egzaminów, w szczególności egzaminów PES. Jakość pytań, brak autorów, brak publikacji pytań wraz z odpowiedziami, rozbieżne informacje w źródłach – wszystko to powodowało, że lekarze, w szczególności ci młodzi, bardzo chcieli rozwiązać problem jakości pytań i uczyć się na spokojnie. Osobiście myślę, że LEK i LDEK dostały pod tym względem rykoszetem i przypadkowo zostały uwzględnione w tej zmianie, pomimo że są to inne egzaminy, realizujące inny cel społeczny.

Rozwiązaniem tym miała zostać baza pytań, jednak uważam, że pomysłodawca zdecydowanie przedobrzył. Wystarczyłoby przecież zmienić sposób układania pytań lub publikować je następnego dnia po egzaminie, tak jak ma to miejsce w przypadku np. egzaminów maturalnych. Można by też wprowadzić system ewaluacji pytań bezpośrednio na egzaminie, który polega na tym, że grupa zdających jest oceniana tylko na bazie 80% pytań, gdyż 20% najłatwiejszych i najtrudniejszych pytań (które albo są kontrowersyjne, albo wiedzy nie sprawdzają) nie liczy się do wyniku. Było wiele lepszych i tańszych opcji na rozwiązanie tego problemu. Jednak zabrakło czasu albo dialogu. Albo komuś to po prostu było na rękę. Jak to bywa w polityce.

W tym miejscu chciałbym podkreślić, że ten zapis generuje kolejny problem, który będzie stał zarówno przed CEM-em, jak i wszystkimi osobami uczącymi się. Mianowicie – czy pytania w publicznej bazie CEM będą aktualizowane pod kątem merytorycznym? Wiedza medyczna zmienia się w tempie błyskawicznym. Wraz z zespołem lekarskim portalu Więcej niż LEK doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, gdyż aktualizacja bazy pytań 5000 sztuk rok w rok zajmuje bardzo wiele czasu i wymaga odpowiednich procesów wydawniczych. Pomyślmy o tym, że CEM prowadzi kilkadziesiąt różnych egzaminów, kilkadziesiąt różnych baz. Samo znalezienie nieaktualnych pytań będzie wymagało ogromnych nakładów pracy, nie mówiąc już o ich redakcji i ewaluacji metodycznej. Jest to bardzo realny problem, z którym środowisko lekarskie będzie musiało zmierzyć się już za kilka lat.

Schemat wygodnictwa. Środowisko lekarskie podzielone

Jak wspomniałem wcześniej, na bazie rozmów, które odbyłem w tej materii z wieloma osobami, obserwuję, że środowisko lekarskie jest podzielone w tym temacie. A rozmawiałam praktycznie ze wszystkimi zainteresowanymi grupami, od studentów, poprzez rezydentów, kilku dziekanów polskich uniwersytetów, przedstawicieli Naczelnej Izby Lekarskiej, aż po byłego dyrektora CEM. Na bazie tych rozmów mogę jedynie gorzko stwierdzić, że opinie różnych grup i różne stanowiska łączy jedno. Reprezentują one w większości (bo nie wszystkie) schemat wygodnictwa.

Studenci, którzy mało się uczyli na studiach, cieszą się, bo myślą, że będzie im łatwiej zdać egzamin lub dostać się na specjalizację. Są zatem za bazą pytań.

Studenci, którzy dużo się uczyli na studiach, nie cieszą się, bo ich ciężka praca będzie w mniejszym stopniu przekładać się na wynik. Są zatem przeciwko bazie pytań.

Osoby, które zdały egzamin LEK czy LDEK w starym trybie, nie cieszą się, bo punkty ze starego egzaminu nie przeliczają się na nowy system. Są zatem przeciwko bazie pytań.

Osoby, które odbywają jeszcze specjalizację i mają egzamin przed sobą, cieszą się, bo będzie im zdecydowanie łatwiej zdać PES. Są zatem za bazą pytań.

Osoby, które już zdały egzamin PES w starym trybie i też ogólnie starsi lekarze (którzy stanowili większość osób konsultujących ustawę) nie cieszą się, bo też innym będzie teraz łatwiej, a ich koledzy w pracy nie będą mieć takiej wiedzy, jak powinni. Są zatem przeciwko bazie pytań.

Przedstawiciele władz uczelni medycznych cieszą się, bo będzie im łatwiej przygotować studentów do zdania egzaminów, a ostatecznie jest to dla nich główny wskaźnik sukcesu kształcenia. Są zatem w większości za bazą pytań.

Izby lekarskie oraz dyrektorzy szpitali cieszą się, bo lekarze będą mieli mniej problemów z egzaminami i będą szybciej trafiać na rynek pracy. Są zatem za bazą pytań.

Można by do tego dołożyć jeszcze pacjentów, którzy w większości o niczym nie wiedzą. A gdy im o tym mówię, to są przerażeni. I ci, których znam, są przeciwko takim zmianom.

Jak pewnie się domyślasz, drogi Czytelniku, ja sam jestem przeciwko tej zmianie. Uważam, że tworzy ona niezdrowy system motywacyjny dla osób uczących się, co wypacza proces nauki, zwiększą niezdrową rywalizację, frustruje i ostatecznie doprowadza do tego, że wielu lekarzy będzie wiedzieć po prostu mniej. A przecież jednym z celów systemu ewaluacji jakości kształcenia jest podnoszenie jego poziomu. W moim rozumieniu jest to zatem krok wstecz. W tym miejscu pewnie wiele osób zarzuci mi, że piszę tak, gdyż w moim interesie jest, aby ludzie musieli się uczyć, bo prowadzę firmę, która zarabia na pomaganiu studentom i lekarzom w nauce. Cóż, pod tym względem nie będę ukrywać, że ustawa jest mi na rękę. Do tej pory z kursów korzystały głównie osoby, które albo miały problem z nauką, a celowały w najwyższe wyniki. Ale była bardzo duża grupa osób, która nie korzystała z materiałów Więcej niż LEK, gdyż po prostu mieli wiedzę, nie potrzebowali pomocy albo też nie musieli się starać o wysokie wyniki. Teraz sytuacja się zmienia, bo mogą ich wyprzedzić łatwo inne osoby (wynika to z zagęszczenia wyników) i zasadniczo wszyscy muszą się teraz starać. Widzę również, że coraz więcej studentów z niższych lat studiów jest zainteresowanych korzystaniem z portalu. Skoro pytania są już im znane wcześniej, to zaczynają się z nimi oswajać i uczyć ich przy okazji nauki do egzaminów na ostatnich latach studiów. Potwierdza to również liczba osób, która zapisała się na kurs przygotowujący do egzaminu LEK i LDEK w lutym: na ten moment przekroczyła 3000 osób. I to w sumie nie dziwi, bo teraz każda godzina spędzona na kursie będzie bardziej przekładać się na wynik na egzaminie niż dotychczas.

Quo vadis, lekarzu?

W tym wszystkim warto, aby każdy z nas zastanowił się nad własną wewnętrzną motywacją do nauki. Ostatecznie każdy z nas stanie kiedyś przed pacjentem lub już to robi. W całej edukacyjnej podróży, która trwa często kilkanaście lat, łatwo zapomnieć, że zdane egzaminy nie zawsze są synonimem posiadanych kompetencji, o czym sam przekonałem się w gorzki sposób w pierwszych miesiącach samodzielnej pracy.

Niezdrowy trend do drastycznej standaryzacji procesu kształcenia często daje nam złudne poczucie przygotowania. Powinniśmy zatem wszyscy szukać innych dróg do sprawdzania naszej wiedzy i umiejętności oraz stale się doszkalać. Przede wszystkim jednak powinniśmy uczyć się dla siebie i naszych pacjentów. A jak każdy z Was już się przekonał lub przekona, pacjent to nie jest „pytanie zamknięte”.

Gdy w roku 2016 pracowaliśmy nad fundamentalnymi założeniami metodycznymi portalu Więcej niż LEK, naszą misją stało się, aby przede wszystkim pomóc studentom i lekarzom w rozwoju ich kompetencji, a dopiero w drugiej kolejności, by pomóc im w przygotowaniu do egzaminów. Ta misja nie zmienia się pomimo zaistnienia opisanych wyżej zmian. Właśnie z tego powodu portal nazywa się „Więcej niż… egzamin”. Idea wspólnej, efektywnej i przyjemnej nauki oraz dostęp do najbardziej aktualnych materiałów edukacyjnych była, jest i będzie priorytetem całego zespołu dydaktycznego. Ostatecznie nauka bazująca na zrozumieniu da efekty zarówno w pracy, jak i na egzaminie, niezależnie od tego, w jaki sposób będzie przeprowadzany.

Niesamowicie pocieszający, a wręcz uspokajający dla mnie osobiście jest fakt, że zarówno w rozmowach ze studentami, jak i podczas analizy ankiet sprawdzających zadowolenie z nauki z Więcej niż LEK obserwuję, że grupa osób zdających sobie sprawę z opisanych problemów stanowi większość. Wiele osób jest świadomych swoich słabości czy braków ze studiów i są oni wysoce zmotywowani do ich uzupełnienia i własnego doskonalenia.

Zatem uczyć się czy nie? I czy metodyka nauczania Więcej niż LEK się zmieni?

Na to pytanie każdy z nas musi odpowiedzieć sobie samodzielnie. Wbrew pozorom nasze indywidualne motywacje mogą w znacznym stopniu się od siebie różnić i z tego względu każda osoba zapewne z czasem wypracuje swoje własne stanowisko w kwestii tego, jak realizowana jest ewaluacja jakości kształcenia i też sam proces kształcenia lekarza. A ten temat to temat na inny wpis, na inne wpisy.

Wraz z zespołem również zastanawialiśmy się, w jaki sposób nasz sposób kształcenia i też sama konstrukcja kursów powinna się zmienić. A zmienić się oczywiście musiała. Jak wspomniałem wcześniej, nadal kładziemy nacisk przede wszystkim na zrozumienie materiału i systematyzację wiedzy. Wyraża się to nie tylko w konstrukcji kursu, ale przede wszystkim w sposobie przygotowania materiałów edukacyjnych oraz możliwości kontekstowego zadawania pytań. W ciągu ostatnich miesięcy intensywnie pracowaliśmy nad dodatkowymi funkcjami platformy i kursu tak, aby w jeszcze większym stopniu w ich konstrukcji była uwzględniona praca z pytaniami. Oczywiście było to już wcześniej częścią kursów, ale teraz po prostu będziemy kładli na to dodatkowy nacisk. Niemniej zasada pozostaje ta sama. Omawiamy pytania w kontekście zagadnień, a nie zagadnienia w kontekście pytań. Wyraża się to na przykład w nowej funkcji, która zakłada, że po przerobieniu każdego mniejszego działu rozwiązujemy 3 pytania z LEK lub LDEK, po zakończeniu każdej lekcji następnego dnia rozwiązujemy testy oraz w toku kursu podchodzimy do próbnych egzaminów.
Zrozumienie materiału nie jest jednak przydatne tylko na egzamin. Jest przydatne, a wręcz kluczowe do tego, aby w pierwszych dniach samodzielnej pracy czuć się odpowiednio kompetentnym. Z tego względu nadal na kursach będziemy kładli odpowiedni nacisk na pracę z pytaniami otwartymi, które tworzą system powtórek oraz prowadzenie wartościowych merytorycznie dyskusji.

Na poziomie merytorycznym zmiany wprowadzamy tak jak zawsze, w zależności od listy źródeł CEM oraz rozwoju wiedzy medycznej, zatem kurs nadal pozostanie aktualnym źródłem wiedzy – nawet gdy pytania z bazy będą się dezaktualizować.

Warto również wspomnieć, że planujemy w coraz większym stopniu pomagać w nauce jeszcze na studiach, ale o tym dokładnie napiszę przy innej okazji.

Tytułem zakończenia

Mam nadzieję, że ta „krótka” lektura pozwoliła Ci spojrzeć na temat z nowej perspektywy i zwiększyła zrozumienie konsekwencji nowo wprowadzonych rozwiązań. Nowa ustawa wprowadza dodatkowo szereg zmian, o których tutaj nie wspomniałem, a które z pewnością zasługują na wpisy podobnej wielkości. Jeśli czujesz, że jest coś kluczowego, o czym nie wspomniałem, lub jeśli widzisz luki w mojej analizie, napisz, proszę. Mam nadzieję, że dzięki temu wszyscy się nauczymy czegoś nowego.


O autorze
Dariusz Ireneusz Chrapek – lekarz, pedagog, student Uniwersytetu SWPS na Wydziale Psychologii, współzałożyciel Medycznego Portalu Edukacyjnego Więcej niż LEK. Od 5 lat zajmuje się rozwojem metodyki kształcenia oraz projektowania rozwiązań edukacyjnych, w szczególności przeznaczonych dla środowiska medycznego.