Na pierwsze zajęcia kliniczne czekaliśmy niecierpliwie całą grupą. Nie skłamię, pisząc, że pierwsze dwa lata studiów lekarskich* wypełnione wiedzą teoretyczną dały się już wielu z nas we znaki – w końcu zawód lekarza polega na kontakcie z pacjentem i wnioskowaniu klinicznym, których wciąż… nie było dane nam spróbować. Z ekscytacją wyczekiwaliśmy więc roku trzeciego i pierwszego kontaktu z chorym, który nastąpił dopiero w drugim semestrze w ramach zajęć z onkologii. I zaczął się od prawdopodobnie dobrze znanego każdemu studentowi lat 3-6… godzinnego siedzenia na szpitalnym korytarzu w oczekiwaniu na lekarza mającego prowadzić zajęcia.

 

Zajęcia kliniczne – początki

Nie piszę o tym, by narzekać, ale by podzielić się z Wami wspomnieniem, ponieważ często właśnie tak wyglądała rzeczywistość zajęć w szpitalu. Lekarze prowadzący zajęcia ze studentami byli (i nadal są) przeciążeni pracą na oddziale i obowiązkami, które z niej wynikają. Poranna odprawa, wypisanie zleceń, w międzyczasie 10 telefonów i jeszcze pilna prośba o rozmowę z rodziną pacjenta – to realia pracy na wielu oddziałach. Nic dziwnego, że zajęcia kliniczne spadały na drugi plan codziennych obowiązków. Gdy w końcu wyczekując na korytarzu z grupą studencką doczekaliśmy się prowadzącego, po krótkim wstępie słyszeliśmy „idźcie porozmawiać z pacjentami”. Każdemu została przydzielona sala lub pacjenci, a lekarz prowadzący znikał w dyżurce lub na sali operacyjnej, by dopełniać swoich codziennych obowiązków. W pewnym sensie byliśmy pozostawieni sami sobie. Mimo uczucia ogromnej wdzięczności wobec lekarzy, którzy potrafili się „rozdwoić” i pracując na oddziale  jednocześnie z zaangażowaniem nauczać nas zbierania wywiadu czy badania fizykalnego, miałem wrażenie, że nierzadko… marnujemy czas. Nie wykorzystujemy go optymalnie, efektywnie, nie korzystamy z szansy, by naprawdę uczyć się lekarskiego myślenia tak, by w przyszłości było nam łatwiej, prościej. W takim razie… czy coś mogliśmy  jako studenci zrobić lepiej, by wykorzystać czas zajęć? Jak podszedłbym do klinik, gdybym raz jeszcze miał okazję je odbywać?

 

Zajęcia kliniczne – praktyka

Po pierwsze chciałbym częściej towarzyszyć prowadzącym w ich codziennych obowiązkach. Ćwiczyć pisanie zleceń lekarskich, dobieranie leków, przeklikać w praktyce planowanie badań laboratoryjnych i obrazowych, czy zrozumieć, skąd wynika potrzeba wypełnienia takich, a nie innych papierów podczas przyjmowania czy wypisywania pacjenta z oddziału. Wszystkie te czynności spadają na młodego lekarza już na stażu, a przecież nic nie stało na przeszkodzie, by ćwiczyć je już wcześniej – nie tylko podczas wakacyjnych praktyk, lecz także podczas roku akademickiego, gdy wszyscy (mam nadzieję…) posiadaliśmy odpowiedni kontekst do nauki wybranych przedmiotów. Mam też wrażenie, że często na klinikach zamiast uczyć się myślenia lekarskiego, klinicznego, niepotrzebnie omawialiśmy zagadnienia teoretyczne, które przecież każdy z nas mógł zgłębić w domu. Z perspektywy czasu czuję, że wystarczyło zasugerować prowadzącym nieco inną formą zajęć, co też na pewno byłoby łatwiejsze, gdybyśmy zapewnili ich o naszym przygotowaniu teoretycznym do zajęć. 

 

Druga rzecz, którą mogłem zrobić, by owocniej odbyć kliniki, to inne przygotowywanie się do zajęć. Wiem, jak trywialnie to brzmi – przecież „są podręczniki czy prezentacje z wykładów”. Jednak prawda jest taka, że kilkusetstronnicowe (lub nawet kilkutysięczne) podręczniki z interny, pediatrii, chirurgii czy ginekologii nie są narzędziami do nauki na zajęcia, a przewodnikami dla lekarzy pracujących na oddziale. Nawet jeśli trafiały się książki napisane przystępniejszym językiem, to przyswojenie ich na raptem 2-3-tygodniowe zajęcia było niemożliwe i przeciążające, stąd mało kto z nas po nie sięgał. W efekcie często doczytywaliśmy na zajęcia, posiłkując się wyrywkowymi źródłami z Internetu. Brakowało nam krótkich partii materiału, praktycznych, wyselekcjonowanych w zakresie wiedzy pod najważniejsze jednostki chorobowe, które poznawaliśmy w trakcie klinik. A właśnie takich źródeł potrzebowałbym do lepszego przygotowania się na zajęcia kliniczne. 

 

W tym miejscu pozwolę sobię z dumą i radością powiedzieć Wam o Kursach z Nauk Klinicznych, które w ramach wydawnictwa Więcej niż LEK już od roku pomagają setkom studentów medycyny w codziennej nauce. Dzięki wspólnej pracy zespołu lekarskiego stworzyliśmy narzędzie edukacyjne, którego nam samym brakowało na studiach. Łącząc wnioski płynące z zajęć na wszystkich największych polskich uczelniach medycznych, selekcjonując wiedzę z najnowszych podręczników i wytycznych obowiązujących do egzaminów z przedmiotów klinicznych, stworzyliśmy kompleksowe kursy pozwalające spokojnie i pewnie uczyć się przez wszystkie „kliniczne” lata studiów medycznych (3-6) na zajęcia czy do egzaminów końcowych. Jednym z kluczowych filarów KNK jest możliwość zadawania pytań do każdego z zagadnień omawianych w ramach kursów. W przeciwieństwie do zajęć klinicznych, gdzie pytanie można zadać jedynie przez czas ich trwania, na Kursach z Nauk Klinicznych pytania można zadawać przez wiele miesięcy dostępu do kursów, a nawet… po latach, zaczynając pracę w zawodzie. Odpowiedzi na pytania dostarcza zespół WNL, bazując na praktyce lekarskiej, najnowszym przeglądzie wytycznych, publikacji czy podręczników. Wszystkich zainteresowanych odsyłam do podstrony o KNK: https://wiecejnizlek.pl/kursy/kursy-z-nauk-klinicznych/, a tymczasem  przechodzę dalej.

 

Żeby efektywniej wykorzystać kliniki, na pewno spędzałbym też większą ilość czasu z pacjentami. Mam wrażenie, że nie docenialiśmy tego, jakim komfortem jest możliwość porozmawiania ze wszystkimi chorymi z oddziału. Dzieląc się na podgrupy i sale, często każdy z nas rozmawiał z jednym, dwoma pacjentami, by potem z resztą studentów czekać kilkadziesiąt minut na prowadzącego i wspólne omówienie. A przecież był to właśnie idealny czas na to, by uczyć się rozmowy z pacjentem, zbierania wywiadu, badania, tak by próbować przekuć nabytą przez nas wiedzę teoretyczną w praktykę i weryfikować, czy na przykład wymieniane w książkach objawy spotykają się z rzeczywistością (a jak pewnie czytający to lekarze wiedzą – nie zawsze tak bywa :)). 

 

Wnioski?

Podsumowując, zajęcia kliniczne na kierunku lekarskim mogą wyglądać inaczej niż wspomnienia, które często słyszymy od starszych roczników. Długotrwałe siedzenie na szpitalnych korytarzach można zamienić na rozmowy z pacjentami czy próby praktykowania lekarskich obowiązków na oddziale. Powtarzanie teorii z prowadzącym można zamienić przygotowaniem teoretycznym do zajęć w domu przed zajęciami. Zajęcia kliniczne to wyjątkowy okres – braku ograniczeń czasowych towarzyszących pracy lekarza lub braku odpowiedzialności prawnej za każdą przystawioną pieczątkę czy pozostawiony podpis. To okazja do praktycznego i efektywnego przygotowania do zawodu lekarza – i tego z całego serca życzę wszystkim studentom czytającym ten wpis. 

 

*Autor studiował w latach 2014-2020, gdy program nauczania zakładał pierwszy kontakt z pacjentem dopiero na 3 roku studiów. 

Ucz się skutecznie na zajęcia kliniczne z Pakietem Student!

Pakiet Student to najlepsze rozwiązanie do nauki na zajęcia kliniczne na studiach! W skład pakietu wchodzą wszystkie Kursy z Nauk Klinicznych, czyli Kursy z: Interny, Pediatrii, Chirurgii, Ginekologii, Samodzielnych Nauk Klinicznych, Psychiatrii oraz Medycyny Ratunkowej i Anestezjologii.

Wybierając Pakiet Student, otrzymasz dostęp na rok (12 miesięcy) do wszystkich Kursów z Nauk Klinicznych. Dodatkowo Pakiet Student doda do Twojej biblioteki kursów Kurs do LEK! Aby z niego korzystać, wystarczy, że wykupisz abonament WNL lub przedłużysz dostęp do Kursu do LEK – bez wnoszenia opłaty początkowej!

Pakiet student to idealne rozwiązanie do nauki podczas studiów, a potem spokojnej i efektywnej nauki do LEK-u!