Dlaczego temat komunikacji jest tak istotny?

Uznaliśmy z Adamem, że temat komunikacji zasługuje na naszym blogu na całą, odrębną sekcję. Pomimo różnic między medycyną a IT, nasze obserwacje z pracy są zbliżone – większość nieudanych inicjatyw, projektów i działań charakteryzuje zła komunikacja. Na dobrą sprawę to samo można powiedzieć o życiu prywatnym. W ramach naszego kursu i bloga wyróżniamy temat komunikacji jeszcze z trzech powodów.

Przede wszystkim, celem naszej działalności jest wspieranie dobrych relacji w medycynie. Myślimy nie tylko o mentoringu, relacji uczeń-nauczyciel, ale także relacjach między lekarzami, pielęgniarkami i ratownikami, czyli komunikacji w zespole. Osiągane przez nas rezultaty zależą w dużej mierze od umiejętnego wyrażenia naszych oczekiwań. Bez tego ani nauka, ani praca nie będą tym, o czym marzyliśmy, lecz ciągłym źródłem stresu.

Drugim powodem są moje refleksje po 13 miesiącach stażu podyplomowego i wcześniejszej pracy na oddziałach. Doszedłem do wniosku, że lwia część efektu terapeutycznego w leczeniu pacjenta oparta jest właśnie na komunikacji. Żeby zobrazować skalę zjawiska, powiedziałbym – 80%. Opieram to na obserwacji, że głównym czynnikiem decydującym o skuteczności leczenia jest motywacja pacjenta do samodzielnego dbania o siebie. Bez tego lekarz nie jest w stanie wiele zdziałać. Dla motywacji natomiast, kluczowe jest u chorego zrozumienie swojego stanu i dalszej prognozy. Jest to jednak nieosiągalne, jeżeli nie przekażemy mu tych informacji w sposób dostosowany do jego możliwości i potrzeb.

Na koniec – to właśnie nam, jako grupie zawodowej, najczęściej zdarza się towarzyszyć ludziom w ich ostatnich momentach życia. Po seriach badań i terapii, często okazuje się, że słowo jest ostatnią rzeczą, jaką lekarz może podarować pacjentowi. I wszyscy powinniśmy być do tego przygotowani.

Jak chcemy działać?

Oczywiście, będziemy poświęcać komunikacji wiele wpisów na tym blogu. Postaramy się poruszać problem zarówno z perspektywy czysto lekarskiej, jak i pacjentów. Będziemy sięgać po badania nad komunikacją, wartościowe książki, nasze przemyślenia oraz analizy konkretnych sytuacji z życia i przykładowych rozmów.

Tak jak w innych miejscach na naszym blogu, będziemy także zamieszczać linki do innych artykułów, TED-talków, czy podcastów. Planujemy też wystartować z kursem internetowym w ramach “Więcej niż LEK” poświęconym komunikacji. Robocza nazwa – “Komunikacja w medycynie”. 🙂 Jeżeli macie inne pomysły i chcielibyście, żeby “w końcu ktoś to zrobił” – napiszcie do nas. 😉

Nie bylibyśmy sobą, kończąc na tym wpis, więc zacznijmy od podstaw, na których się opieramy!

Co na początek?

Czy komunikacji można się nauczyć?

Oczywiście, że tak. Podkreślam to, ponieważ wbrew pozorom nadal spotykam się z odmiennym przekonaniem. Powszechne jest przywiązanie do myśli, że zdolność komunikacji jest wrodzona. “Albo się to ma, albo się tego nie ma”, jak usłyszałem kiedyś od znajomego starszego lekarza. To błędne myślenie wynika z naszego nastawienia na trwałość niektórych cech i umiejętności. Nadajemy im miano talentu i traktujemy jako niezmienne. Jeżeli jednak umiejętność wyrażania mową swoich myśli była wrodzona… dzieci w ogóle nie zaczynałyby mówić. 🙂 Tymczasem uczą się w bardzo prosty sposób – od innych. Wszystkie nasze cechy i umiejętności podlegają ciągłemu rozwojowi, potrzeba im tylko odpowiedniej stymulacji i wzorców.

Zatem jak to jest, że niektóre osoby wydają się być w sposób naturalny “zrodzone” do dobrej komunikacji?

Przede wszystkim, każdy z nas zaczyna na innym poziomie. Wszystkie nasze doświadczenia z wcześniejszych lat, od kołyski i piaskownicy włącznie, wpłynęły na to, co umiemy dzisiaj. Jeżeli jednak nie pracujemy nad swoją cechą w sposób świadomy, to rozwija się ona do stopnia, który podświadomie możemy przejąć z otoczenia. Znaczenie ma więc ilość rozmów w domu i szkole, co oglądamy, co czytamy oraz z kim się przyjaźnimy.

Nie oznacza to jednak, że w którymkolwiek momencie życia tracimy możliwość podniesienia swoich kompetencji! Człowiek uczy się przez całe życie, i jak w każdym innym przypadku, w tym również należy po prostu powrócić do nauki. Zmienia się natomiast jej charakter. Cechy określane jako “talenty” bazują zwykle na nauce poprzez doświadczenie, w której wiedza pełni rolę dopełniającą. Nasz system edukacji niestety oferuje program skoncentrowany na przekazywaniu i ocenianiu wiedzy. Ta wiedza jest jednak łatwo dostępna, a w niektórych systemach, na przykład w fińskim, wręcz powszechna.

Od czego zacząć?

Jeżeli jesteśmy przekonani co do tego, że rozwinięcie umiejętności komunikacyjnych pomoże nam usprawnić naszą pracę i życie prywatne, powinniśmy zacząć od zwracania uwagi na to co i jak mówimy. To jest podstawa podstaw – wyrobienie nawyku autorefleksji, zastanowienia się przed i po wypowiedzi jak zabrzmiała i jak mogła zostać zrozumiana.

Sposobów na rozwinięcie wiedzy o komunikacji jest wiele. Od szkoleń prowadzonych w postaci warsztatów, przez zajęcia na platformie internetowej, różnego rodzaju wideoblogi, aż po indywidualne spotkania z trenerami. Przeczytanie paru książek na temat komunikacji werbalnej i niewerbalnej też może pomóc trafniej identyfikować sygnały, ale bez odnoszenia teorii do codziennych sytuacji niewiele się zmieni.

Fundament pozostaje ten sam – samoobserwacja. Jeśli do tego dołożymy zrozumienie reakcji naszego rozmówcy, to w większości codziennych sytuacji odnosimy już sukces. Reszta to wisienka na torcie, która pozwala na optymalizowanie rezultatów, zwłaszcza w pracy zespołowej. Liczy się jednak praktyka w trakcie rozmów z bliskimi, ze współpracownikami, z pacjentami i z sobą samym.

Wspólne definicje, wspólny grunt

Osobny obszar rozwoju w komunikacji to upewnianie się, że wszystkie słowa używane w danej rozmowie, są rozumiane przez wszystkich jej uczestników tak samo. Adam w naszych rozmowach o projektach, które prowadził, zawsze wymieniał stworzenie “słownika pojęć” jako niezbędnego elementu. Pracując nad naszą stroną odczuliśmy brak wspólnych definicji bardzo wyraźnie podczas dyskusji o kolorach z naszym grafikiem (szacunek za cierpliwość Michał!). Padały różne sformułowania – “Ten czerwony”, “Tamten zielony”, “A może bardziej wiśniowy?”, “Jaki kurde wiśniowy?”, “Ej, a ten zielony albo fioletowy, taki trochę… ze spa się kojarzy”.

Kolory to oczywiście skrajny przykład. Bardzo często jednak po paru dniach, czy tygodniach sporów dochodzimy do wniosku, że powodem były inaczej rozumiane podstawowe pojęcia. Brak pewności co do posiadania z rozmówcami wspólnych definicji używanych słów jest pierwszym blokiem komunikacyjnym. Dodając do tego emocje, intencje, plany, uprzedzenia, czy nawyki językowe okazuje się, że normalną, wydawałoby się, rozmowę możemy porównać do czytania w myślach.

Na dobrych podstawach możemy następnie pracować nad kluczowym aspektem pracy zespołowej – udzielaniem dobrego feedbacku. Pozwolę sobie jednak zachować ten temat na osobny wpis. 🙂

“Korzystny efekt terapeutyczny”?

Wspomniałem wcześniej, że zrozumienie przez pacjenta tego, co się z nim dzieje jest najważniejszym aspektem terapii. Moglibyśmy się tutaj oczywiście sprzeczać. Są bowiem schorzenia, których efekt terapeutyczny zależy tylko od jednego leku czy ruchu skalpela. Dlatego chciałbym zadać inne pytanie:

Co oznacza dla nas stwierdzenie – “korzystny efekt terapeutyczny”? Czy myślimy tylko o tym, czy zapisany lek zadziała? Czy wciąż możemy mówić o korzystnym efekcie, jeżeli lek działa, ale pacjent po jakimś czasie wraca z tym samym problemem?

Każdy dzień w pracy utwierdza mnie w moich wcześniejszych refleksjach ze stażu. Zdrowy pacjent, to najczęściej wyedukowany pacjent. Z tego też powodu dla mnie samego “korzystny efekt terapeutyczny” nie oznacza już tylko tego, że zapisane leki działają. Oznacza także pewność, że problem pacjenta został trwale rozwiązany, ponieważ wie dlaczego i na co dokładnie zachorował i jak może zapobiegać nawrotom w przyszłości.

W przypadku chorób nieuleczalnych, bądź stanów terminalnych, dla efektu terapeutycznego ważna jest świadomość pacjenta, że odchodzi. Jako lekarze mamy obowiązek mówić pacjentom wszystko na temat ich stanu zdrowia. Dlatego uczmy się mówić im to w sposób nie tylko efektywny, ale także pełen współczucia i troski.

Sytuacja znana z każdego gabinetu. Wizyta pacjenta. My tłumaczymy mu, powiedzmy, czym są przeciwciała. Wyraźnie, całym ciałem i gestykulacją, próbujemy mu wytłumaczyć co to za jedne, te przeciwciała i po co one są. On siedzi, patrzy, oczy otwarte, usta otwarte i macha głową to w górę, to w dół. I tak sobie razem machamy wzbudzając ruch powietrza w gabinecie. Nie powiem, w czasie upałów pomaga. 🙂
– Czy zrozumiał Pan, Panie Kowalski?
– Tak! – pada odpowiedź.
– To co są te przeciwciała, Panie Kowalski?
– Eeee… w sensie, że na receptę?
Wczujcie się na chwilę w rolę pacjenta. Ile nowych, niezrozumiałych słów usłyszał? Czy wie właściwie co ma robić po wyjściu z gabinetu? Czy jest w ogóle na siłach, żeby zrozumieć nasz wykład o immunologii jego organizmu?

Jako wstęp, ten wpis tylko sygnalizuje znaczenie zagadnienia komunikacji…

Jeśli chcielibyście się przyłączyć i opisać którąś ze swoich historii, czy przypadku ze studiów lub ze szpitala, dzięki któremu wszyscy moglibyśmy się czegoś nauczyć – piszcie śmiało w komentarzach! Każdy błąd komunikacyjny, nasz, Wasz, czy też naszych nauczycieli, jest w stanie nas wszystkich czegoś nauczyć. Celeste Headlee pomoże Wam przypomnieć sobie kluczowe kwestie 😉

Do zrozumienia! 🙂